|
Jedni, upływające lata liczą w Sylwestra, zaś członkowie Oddziału Radomskiego SEP,
w dniu, kiedy wracają z kolejnej udanej wycieczki. Tak też było i w bieżącym, 2010 roku. W dniach od 9 do 13 czerwca 2010 r. odbyła się długo oczekiwana wycieczka do Berlina i okolic.
Wyjazd, tradycyjnie sprzed budynku NOT o godz. 7,10. Niestety, to co było kiedyś zaletą wycieczek SEPowskich, czyli punktualność staje się powoli tylko wspomnieniem lat minionych. Przez Piotrków Trybunalski, Sieradz dojechaliśmy do miejscowości Ostrówek, gdzie był pierwszy postój kawowy.

Ostrówek Bar Skorpion – pierwszy postój kawowy
Po „półgodzinnym” kwadransie wyjechaliśmy w dalszą drogę, a po dwóch godzinach jazdy kolejny postój, tym razem na stacji BP. Zdjęcia z żubrem i dalsza jazda do Jarocina, skąd zabraliśmy naszego pilota Pana Romana H. Stąd już tylko skok do miejscowości Cichowo, gdzie znajduje się pierwszy punkt zwiedzania, czyli Skansen Filmowy „Soplicowo”.

Cichowo – Soplicowo – skansen filmowy
Powstał on na podstawie scenografii Allana Starskiego do filmu „Pan Tadeusz”. Przeniesione tam zostały oryginalne elementy scenografii filmowej. Pierwszy punkt pobytu – obiad w stajni, wspomagany miejscową Benedyktynką.

Soplicowo – Obiad w stajni (foto: Marek Grzywacz)

Wykład o tresurze ptaków
Po obejrzeniu skansenu, odbył się pokaz lotów orła przedniego o imieniu Josef, który urodził się w 2009 roku w sokolarni Soplicowo.

Orzeł z treserem
Drugim ptakiem był sokół. Pomimo dokarmiania świeżymi, jednodniowymi kurczakami ptaki nie miały ochoty do latania.

Sokół przygotowuje się do lotu
Była również para pięknych kruków oraz sympatyczny osiołek i owieczki.
Dalsza podróż i … kolejny postój, tym razem trzy kwadranse, na stacji paliw koło miejscowości Kościan. Potem już tylko jazda do Słubic, ciągle budowaną „Kulczykstradą”, gdzie dojechaliśmy o godz. 22,10, by siąść do kolejnego obiadu. Zamieszkaliśmy w hotelu „Anna” tuż przy rynku głównym.

Słubice – hotel „Anna” w którym mieszkaliśmy
Drugi dzień wycieczki rozpoczęliśmy już o godz. 7,00 śniadaniem, bo już o 7,30 mieliśmy wyruszyć, ale kierowca się spóźnił, więc wyjazd o 7,50. Po ponad godzinnej jeździe naszym oczom ukazał się długo oczekiwany Berlin.
Żadna inna europejska metropolia nie wywarła takiego wpływu na dzieje kontynentu i świata jak stolica Niemiec, która niejednokrotnie była zarzewiem pożarów ogarniających wiele krajów. Od początku swych dziejów, ale szczególnie w XX w., Berlin był areną nieustannych zmian. Siedziba cesarskiej dynastii stała się kolebką rewolucji, po szalonych latach 20. XX w. nadeszła epoka narodowego socjalizmu, a z ogromnych zniszczeń II wojny światowej miasto wyszło podzielone na dwie części należące do dwóch wrogich systemów. Berlin Zachodni stał się oazą kapitalizmu całkowicie uzależnioną od dostaw z Zachodu i otoczoną czerwonym morzem. Wschodnią część miasta urządzono na pokaz, czyniąc z niej wizytówkę osiągnięć socjalizmu. Przez kilkadziesiąt lat miasto wyglądało jak syjamskie bliźnięta zrodzone z dwojga skłóconych rodziców żyjących w zupełnej separacji.
Do centrum Berlina jechaliśmy obok nieczynnego już lotniska Tempelhof, gdzie znajduje się najdłuższy w mieście budynek, liczący 1450 metrów, a wybudowany na potrzeby olimpiady w 1936 roku.

Berlin – pomnik ofiar przekraczania muru
Przystanek w samym Centrum miasta, przejście obok symbolicznych krzyży poświeconych ofiarom, które zginęły usiłując uciec z socjalistycznego raju do Berlina Zachodniego.
Dalej widok na olbrzymi Plac Republiki i siedzibę Urzędu Kanclerskiego.

Plac Republiki
O godz. 9,35 rozpoczęliśmy oczekiwanie na wejście do Reichstagu, siedziby Bundestagu.

Kolejka do Reichstagu
Najpierw śluza, potem kontrola bezpieczeństwa i już wjazd windą na górny poziom i przed oczyma odsłania się szklana kopuła platformy widokowej.

Szklana kopuła na dachu Reichstagu
Spacer ślimakiem na górny poziom, a stąd rozciąga się wspaniały widok na całe niemal miasto (całe szczęście była dobra widoczność).

Widok na gmach urzędu kanclerskiego
Po wyjściu z gmachu i obchodząc go dookoła, przeszliśmy obok tablicy upamiętniającej pomoc Węgrów w bezpiecznym dostaniu się do Niemiec Zachodnich uchodźcom w 1989 roku, poprzez otwarcie granicy z Austrią.

Tablica upamiętniająca węgierską pomoc
A za rogiem fragment muru z gdańskiej stoczni z tablicą następującej treści: „Dla upamiętnienia walki „Solidarności” o wolność i demokrację oraz wkładu Polski w ponowne zjednoczenie Niemiec i polityczną jedność Europy”.

Fragment muru stoczni gdańskiej
Oczywiście napis w dwóch językach polskim i niemieckim.
Następnie spacer do Bramy Brandenburskiej. Ten symbol pruskiej chwały powstał w 1791 roku. Bogini zwycięstwa powożąca kwadrygą (rydwan zaprzęgnięty w czwórkę koni ustawionych w jednym rzędzie) na szczycie bramy miała symbolizować triumf pokoju. Doświadczała różnych kolei losu. Wywieziona przez Napoleona w 1800 roku, wróciła po ośmiu latach. W 1945 roku doznała poważnych zniszczeń, w 1958 r. jej miejsce zajęła replika. W 1989 r. znów zniszczona przez rozentuzjazmowany tłum świętujący Nowy Rok, pierwszy po zburzeniu muru.

Nasza grupa przed Bramą Brandenburską
Dziś Pariser Platz znajdujący się przed Bramą od strony wschodniej zyskuje swój przedwojenny charakter. Przy placu znów stoją gmachy Akademii Sztuki.

Wróciła dawna perła Berlina – hotel Aldon.
Pamiątkowe fotki i przejazd ulicą Unter den Linden w okolice Wyspy Muzeów. Wyspa Muzeów w Berlinie to północna część wyspy leżącej na rzece Sprewie, gdzie znajduje się jeden z najważniejszych kompleksów muzealnych świata, obejmujący: Muzeum im. Bodego, Muzeum Pergamońskie, Nowe Muzeum, Starą Galerie Narodową oraz Stare Muzeum.
W 1797 r. król Fryderyk Wilhelm II Hohenzollern rozpoczął budowę muzeum dla zbiorów sztuki antycznej i współczesnej. W 1810 r. król Fryderyk Wilhelm III wydał bezpośredni rozkaz, w którym zlecił stworzenie publicznej, dobrze dobranej kolekcji dzieł sztuki.
Jako pierwszy powstał budynek Starego Muzeum, wzniesiony w 1830 r. był zarazem pierwszym publicznym muzeum na terenie Prus. W 1859 r. otwarto dla zwiedzających Królewskie Muzeum Pruskie (dzisiejsze Nowe Muzeum). W 1876 r. powstała galeria narodowa (dzisiejsza Stara Galeria Narodowa), a w 1904 r. Muzeum Cesarza Fryderyka (obecnie Muzeum im. Bodego, które nową nazwę otrzymało w 1960 r., by uczcić niemieckiego historyka sztuki Wilhelma von Bode. W 1930 r. otwarto Muzeum Pergamońskie.
W czasie II wojny światowej muzea zostały zniszczone w ponad 70%. Ich odbudowa rozpoczęła się w 1950 r., ale nie objęła najbardziej zniszczonego Nowego Muzeum, którego ruiny straszyły przez ponad 40 lat. Dopiero w 1987 r. podjęto decyzję o podjęciu niezbędnych prac zabezpieczających oraz restauracyjnych. Kompleksową renowację Wyspy Muzeów zaplanowano jeszcze przed 1989 r. Nie podjęto jednak żadnych prac z uwagi na ogromne koszty przedsięwzięcia. Dopiero po zjednoczeniu Niemiec, pod koniec lat 90. XX w. rozpoczęto kompleksowe prace restauracyjne oraz połączono kolekcje, rozdzielone przed 1989 r.

Wyspa Muzeów – gmach Starej Galerii Narodowej obok Muzeum Nowego
Do zwiedzania pilot przygotował nam dwa muzea. Pierwszym było Muzeum Nowe, które zostało otwarte po zniszczeniach wojennych w dniu 16.10.2009 r. Na 8000 m2 zgromadzono prawie 9000 eksponatów sztuki egipskiej, podarowanych przez Muhammada Alego, sułtańskiego paszę i wicekróla Egiptu, delegacji pruskiej, przebywającej w tym kraju w latach 1842-1845 wraz ze słynnym popiersiem egipskiej królowej Nefretete z 1340 r. p.n.e., a także zbiory archeologiczne z okresu prehistorii i wczesnego średniowiecza.

Nefretete – rzeźba w Nowym Muzeum (foto: Wikipedia)
Drugim w kolejności zwiedzania było Muzeum Pergamońskie.
Muzeum Pergamońskie wybudowane zostało w latach 1910-1930. Powstało ono jako ostatnie z pięciu gmachów muzealnych na Wyspie Muzeów. Obecnie w trzech skrzydłach budowli mieszczą się trzy muzea: Zbiory Sztuki Starożytnej z salami poświęconymi architekturze i rzeźbie, Muzeum Azji Przedniej oraz Muzeum Sztuki Islamskiej. Światową sławę Muzeum Pergamońskie zawdzięcza imponującym rekonstrukcjom zespołów architektonicznych pozyskanych w trakcie prac wykopaliskowych.

Fragment Ołtarza
Nazwa muzeum pochodzi od najsłynniejszego eksponatu: pergamońskiego marmurowego ołtarza zabranego w 1878 r, z ruin helleńskiego miasta Pergamon na zachodnim wybrzeżu dzisiejszej Turcji. Ten wielki ołtarz, ozdobiony częściowo zrekonstruowanym fryzem, przedstawiającym mityczną bitwę między bogami Olimpu i grupę olbrzymów, był zaledwie częścią wspaniałego miejskiego kompleksu.

Walcząca Atena

Skalę oryginału pozwala uzmysłowić sobie umieszczona tam makieta.

Brama z Miletu
Do pozostałych atrakcji należą: Brama Miletu z około 120 roku: rekonstrukcja wejścia na targ w rzymskim mieście Milet w Azji Mniejszej, rekonstrukcja babilońskiej Bramy Isztar; droga procesyjna do świątyni Madruka z czasów Nabuchodonozora II oraz wejście do pałacu kalifa w Mshatta w starożytnym Jordanie.

Babilońska Brama Isztar
Poza tymi imponującymi rekonstrukcjami muzeum pełnej jest greckiej, rzymskiej, babilońskiej oraz islamskiej rzeźby i architektury.

Fragmenty elewacji pałacu

Wspaniale wyglądające lwy
By, choć troszkę poznać to muzeum potrzeba, co najmniej pół dnia, a my mieliśmy całą godzinę. Widocznie pilot nie przepada za tego rodzaju sztuką. Oczywiście muzea zwiedzaliśmy bez przewodnika, bo szkoda było pilotowi 25 euro (z naszych zresztą pieniędzy) na opłatę licencyjną, albo też nasz pilot nie miał nam nic do powiedzenia. Całe szczęście, że w Muzeum Pergamońskim można było skorzystać z elektronicznych guidów, które dość dokładnie opisywały zwiedzany obiekt.
Spacerując po Wyspie Muzeów doszliśmy do Katedry Berlińskiej – Berliner Dom.

Katedra Berlińska – Berliner Dom.
Została zbudowana w latach 1894-1905. W 1944 roku katedra została uszkodzona przez naloty aliantów, a odbudowa rozpoczęła się dopiero w 1975 roku, zaczynając od rozbiórki ocalałego podczas wojny kościoła-pomnika, który tworzył wielką apsydę od strony północnej.
Główną kopułę odbudowano z zachowaniem pierwotnych proporcji, lecz w uproszczonym kształcie. Latarnię zwieńczył nowo zaprojektowany krzyż. Cztery narożne wieże z kopułami zostały obniżone o 16 metrów i pozbawione latarni. W 1983 roku przystąpiono do ostatecznej odbudowy głównego wnętrza, zakończonej otwarciem w dniu 6 czerwca 1993 r. Zbudowano też nową klatkę schodową. Później wykonano nowe witraże po stronie ołtarza i zrekonstruowano mozaiki w kopule świątyni. Świątynia ma 1500 miejsc i jest jedną z największych w Berlinie. To właśnie tutaj odbywają się najczęściej nabożeństwa z okazji świąt państwowych lub w ważnych dla narodu momentach.
Berlińska katedra była inspiracją dla wielu architektów. Na jej wzór został zbudowany ewangelicko-augsburski kościół św. Trójcy w Łodzi przy pl. Wolności, który dziś jest rzymskokatolickim kościołem parafialnym Zesłania Ducha Świętego.
Stąd udaliśmy się ulicą Unter den Linden na Bebelplatz, gdzie pomiędzy Starą Biblioteką, Operą Narodową, a katedrą św. Jadwigi znajduje się niewielkie szklane okno w powierzchni placu.

Pomnik spalonych książek upamiętniający spalenie ponad 20 tys. egzemplarzy
To pomnik upamiętniający spalenie ponad 20 tys. książek znienawidzonych przez narodowych socjalistów w dniu 30 maja 1933 roku. Ukryty w podziemiach pokój, ma wymiary 7 na 7 metrów, został pomalowany na biało i oświetlony. Wypełniony regałami, na których pomieściłoby się tyle książek, ile spalono w 1933 roku. Nieopodal szklanej tafli umieszczono dwie pamiątkowe tablice z niezwykłym cytatem Heinricha Heine (1797-1856), jednego z autorów, którego dzieła również płonęły na tym placu. „To był tylko przedtakt; tam pali się książki, na końcu ludzi palić będą”. Cytat ten nawiązuje do palenia Koranu przez chrześcijańskich rycerzy w hiszpańskiej Grenadzie.
Tablice z niezwykłym cytatem Heinricha Heine
Plac ten z prawej strony okala gmach Starej Biblioteki, zwanej przez berlińczyków „komodą”, w której mieści się obecnie czytelnia. Pośrodku placu stoi neoklasycystyczna perła – to Niemiecka Opera Narodowa. Budynek zniszczony podczas nalotu w 1941 r., odbudowany w 1943 r. na dwudziestolecie istnienia i ponownie całkowicie zrównany z ziemią w 1945 r. Odbudowywany od 1950 roku. Przed gmachem stoi konny pomnik Fryderyka Wielkiego.
Obok Opery przykryta ciekawą kopułą stoi katedra św. Jadwigi, zbudowana przez Fryderyka II dla mieszkających tu katolików.

Katedra św. Jadwigi
Wschodnią część placu zajmuje Pałac Książęcy, gdzie aż do końca monarchii mieszkała rodzina królewska. Dziś dwie restauracje.
Chwila spaceru ulicą Französische i dochodzimy do placu Gendarmenmarkt, nad którym górują bliźniacze gmachy kościołów:

Kościół Ewangelicko-Luterański
Deutscher Dom (ewangelicko-luterański) z 1708 r. i Französischer Dom (Francuski Kościół Reformowany – hugenotów) kościół inspirowany świątynią z Charenton (niedaleko Paryża), wybudowany został w latach 1701 – 1705 przez uciekających hugenotów.
Pierwszy z nich nie pełni już funkcji religijnych. Funkcjonuje w nim wystawa, której tematem jest kształtowanie się niemieckiej demokracji od czasów rewolucji francuskiej. Drugi nadal pełni funkcje religijne.

Francuski Kościół Reformowany – hugenotów

Konzerthaus Berlin
Pomiędzy kościołami stoi dawny Schauspielhaus, przemianowany na Konzerthaus Berlin, jeden z najwspanialszych neoklasycystycznych dzieł, wybudowany w 1871 r. Miał by ucieleśnieniem muzyki, jest siedziba berlińskiej orkiestry i gości wykonawców muzyki klasycznej z całego świata. Stojący przed gmachem pomnik Friedricha Schillera w towarzystwie czterech muz powrócił w swoje miejsce w 1986 r, po okresie delegalizacji nazistowskiej.
Pieszy powrót w okolice Wyspy Muzeów i dalej przejazd autokarem na Potsdamer Platz. Stąd kilka kroków i jesteśmy we wspaniałym gmachu Sony Center, przykrytym szklanym dachem. Sony Center jest kompleksem budynków wykonanych przez firmę Sony, zaprojektowanych przez Helmuta Jahna.

Sony Center
Budowa została ukończona w 2000 roku, za sumę 800 milionów dolarów. W kompleksie znajdują się sklepy, restauracje, centra konferencyjne, pokoje hotelowe, biura, muzea, Kino CineStar oraz IMAX i sklep „Sony Style”. Na terenie centrum dostępny jest darmowy hot spot Wi-Fi. IMAX (Image Maximum) to jeden z alternatywnych systemów kinowych używany w przemyśle filmowym. Taśma filmowa IMAX ma znacznie większą rozdzielczość niż tradycyjna – powierzchnia użytkowa ma szerokość 58,5 mm i wysokość 70 mm. Kadr jest ustawiony poziomo, a nie pionowo jak na taśmie filmowej 35 mm. Stąd obraz ma proporcje 1,44:1. Dzięki wielkości klatki obraz może być wyświetlany na ogromnym ekranie. Typowy ekran w kinie Imax ma wymiary 24×18 metrów. Największe ekrany na świecie mają ponad 30 metrów wysokości oraz 43 metry długości. Pierwszym ponad 2,5-godzinnym filmem fabularnym, który przeznaczony jest m.in. do wyświetlania w kinach IMAX był „Avatar”, którego światowa premiera odbyła się 18 grudnia 2009 r. Kino IMAX stanowi techniczną nowinkę, jednak wykorzystanie tradycyjnych nośników analogowych zamiast techniki cyfrowej znacznie ogranicza jego możliwości. Kino Imax to nie tylko filmy 3D, to także kina typu Dome – kopuła, podobna do ekranu planetarium, na której wyświetla się filmy 2D, często z dwóch projektorów prezentujących inne partie obrazu. Projektor w takim kinie jest umieszczony na specjalnej windzie i po założeniu filmu jest transportowany do środka sali kinowej.

Sony Center – Kino IMAX
Jak na jeden dzień wrażeń bez liku. Wyjazd z Berlina o godz. 17,30, a już o 19,30 obiadokolacja, po której zajęcia w grupach lub spacer do Frankfurtu, korzystając ze sprzyjającej pogody. Widok z mostu zalanych olbrzymich obszarów po polskiej stronie Odry był porażający.
11 czerwca, to trzeci dzień wycieczki. Wyjazd o godz. 9,15. Gdy jeden z uczestników wycieczki próbował włożyć napoje do samochodowej lodówki, usłyszał od kierowcy, że lodówka nie jest publiczna. Ale to i tak nie zmieniło naszego dobrego humoru, jechaliśmy bowiem do Tropical Islands, oddalonej o 65 km od Berlina.

Hala Tropical Island
Największa samonośna hala świata zachwyca nie tylko fanów architektury – jej wymiary są gigantyczne – hala Tropical Islands ma 360 metrów długości, 210 metrów szerokości i aż 107 metrów wysokości! Jest tak ogromna, że nowojorska Statua Wolności mogłaby się w niej zmieścić na stojąco, a paryska Wieża Eiffla na leżąco. Na powierzchni 66.000 m² zmieściłoby się 8 boisk do piłki nożnej. Hala jest na tyle wysoka, że mogłaby pomieścić skyline berlińskiego Placu Poczdamskiego. Ta potężna hala została pierwotnie zbudowana jako stocznia sterowców dla przedsiębiorstwa CargoLifter AG. Kształt budynku został dopasowany do technicznych wymagań i aerodynamiki sterowców. Jego gigantyczne rozmiary stanowiły ogromne wyzwanie dla architektów. Konieczne było skonstruowanie dachu o powierzchni 70.000 m², który wytrzymałby obfite opady deszczu i śniegu. Powietrze wewnątrz hali – łącznie 5 milionów metrów sześciennych – musi być ogrzewane i specjalnie regulowane. Przy budowie wykorzystano prawie 14.000 ton stali. W Tropical Islands panuje temperatura rzędu 26°C i przyjemna wilgotność powietrza od 40 do 60 %, która zapewnia sprzyjający klimat dla roślin z całego świata.

Brama w Wyspy Bali
Ogrzewanie podłogowe w obszarze Laguny i Morza Południowego umożliwia przyjemne spacery na bosaka. W celu utrzymania optymalnych temperatur zastosowano specjalny system kontroli klimatu i nawadniania. System oświetlenia pośredniego wraz z przepuszczającą promienie UV membraną po stronie południowej zapewnia jasność w hali również w ciągu szarych dni zimowych. Światło i ciepłe temperatury sprzyjają wzrostowi roślin, a naszym gościom umożliwiają uzyskanie naturalnej opalenizny. Wody Morza Południowego (28°C) i Laguny (31°C), łącznie 7.000 metrów sześciennych, są oczyszczane za pomocą najnowocześniejszych filtrów ozonowych. Jakość wody z basenów jest zbliżona do jakości wody pitnej. Oba zbiorniki, wykonane ze stali szlachetnej, gwarantują jak najlepsze warunki sanitarne. Głębokość w żadnym miejscu nie przekracza 1,35 metra. Znajduje się tu największy w Europie tropikalny kompleks wellness i saun. Tropical Islands to idealne miejsce na odpoczynek i relaks. W sześciu różnych obszarach na 10.000 metrów kwadratowych fani sauny i wellnessu mogą rozkoszować się jedynym w swoim rodzaju kompleksem saun, malowniczo położonym w Lesie Tropikalnym. Wzniesiono tu z wielkim rozmachem świątynię i zespół łaźni parowych. Kompleks saun inspirowany jest oryginalnymi budowlami i formacjami naturalnymi, jak na przykład Świątynią Elefanty w Indiach czy gejzerami w parku narodowym Waiotapu w Nowej Zelandii.

Ścieżka wśród tropikalnej dżungli
Fascynująca dżungla Tropical Islands zaprasza na spacer wśród około 50.000 drzew, krzewów i leśnego poszycia. Po pniach drzew mierzących do 18 metrów wysokości pną się orchidee i pnącza. Łącznie rośnie tu około 600 rodzajów roślin, takich jak palmy, paprocie i namorzyny. Większość z nich pochodzi z regionu Azji i Pacyfiku oraz Ameryki Południowej.

Morze Południowe
Wśród licznych atrakcji świata roślinnego – mięsożernych roślin, dźwigających kiście owoców drzew bananowych i kawowców – wije się kilometrowa ścieżka. Z mostu rozpiętego nad bagnem mangrowym roztaczają się urozmaicone widoki. Można tu przyjrzeć się namorzynom i zamieszkującym je różnym rodzajom ryb: gupikom, okoniom i sumom. Szczególnie interesujące są sumy rekinie i inne gatunki sumów. Niedawno wprowadzili się tu nowi lokatorzy – to trzy ostroszowce z rodziny okoniokształtnych, zwane też rybami smoczymi.

Wioska tropikalna
Na terenie Lasu Tropikalnego można znaleźć nie tylko ryby, ale także pawie i bażanty. Poruszają się one swobodnie po Lesie Tropikalnym, dumnie prezentując swoje kolorowe upierzenie. Wioska Tropikalna zachwyca nie tylko interesującą i oryginalną architekturą. To właśnie tutaj usytuowana jest także większość restauracji Tropical Islands. Kulinarny hit to tropikalne barbecue!

Laguna z wodospadami
Goście samodzielnie komponują tropikalne składniki i mogą się przyglądać ich przygotowaniu. Wioska Tropikalna oferuje również niepowtarzalny program rozrywkowy. Goście mogą się zrelaksować na centralnie położonym placu Wayang Plaza, w otoczeniu Domu Tajskiego, domu „Fale” z Samoa i długiego domu z Borneo. To tu odbywają się barwne show dzienne i fascynujące show wieczorne „Magia zmysłów”: czarodziejskie popisy iluzjonistyczne – zmysłowe tańce”.
Osiem godzin pobytu minęło momentalnie. Może zakrawa to na paradoks, ale na Tropikalną Wyspę pojechaliśmy, by uchronić się przed tropikiem lejącym się z nieba. Przyjazd do hotelu o 20,15.
Piątego dnia wycieczki o godz. 9,15 wyjechaliśmy do Poczdamu. Pierwszy punkt programu to położony w północnej część parku, oglądany z zewnątrz Pałac Cecilienhof.

Pałac Cecilienhof
Jest to ostatni pałac wzniesiony przez Hohenzollernów. Wzorowany na angielskich dworach z czasów Tudorów, został wybudowany dla Wilhelma Hohenzollerna i jego małżonki Cecylii, księżniczki Meklemburgii. Pałac ukończono w 1917 roku, a właściciele mieszkali w nim aż do wywłaszczenia, które miało miejsce w 1945 roku. W pałacu tym w dniach 17 lipca do 2 sierpnia 1945 roku obradowali uczestnicy konferencji poczdamskiej. Obrady odbywały się w Wielkiej Sali, przy stole o średnicy 3,5 m. specjalnie na tę okazję wykonanym w Moskwie. To właśnie podczas tej konferencji Truman przez telefon wydał rozkaz zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Po zakończeniu konferencji pałac wraz z otaczającym go parkiem udostępniono zwiedzającym. I tu pogoda nieco dała się we znaki. Zaczął padać deszcz.

Dziedziniec Pałacu Cecylii z kwiatową czerwoną gwiazdą
Dalej przejazd autokarem w okolice kompleksu Scloss Sanssuci. Rozległe tereny z pałacami i innymi budowlami, to znakomite miejsce spacerów o każdej porze roku. Przez całe godziny można tam wędrować alejami i chodnikami, sprawdzać, dokąd prowadzą wąskie ścieżki, odkrywać rzeźby, sztuczne ruiny i eleganckie budowle. Sans Souci („bez trosk”) tą nazwę, jaką Fryderyk II nadał letniemu pałacowi wybudowanemu w latach 1745-1747.

Nowy Pałac
Nie zamierzał przyjmować w nim oficjalnych gości, tylko cieszyć się życiem – stworzyć wiejskie ustronie, gdzie mógłby oddawać się „filozofowaniu w inteligentnym towarzystwie”.
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od liczącego 213 m. szerokości Nowego Pałacu. Prace budowlane rozpoczęły się zaraz po zwycięstwie Prus w wojnie siedmioletniej. Podobno Fryderyk II nazwał budowlę fanfaronadą, rzeczywiście, miała pokazać światu, że mimo ciężaru wojny potęga Prus nie osłabła, a on sam nadzorował szczegóły budowli. Naprzeciw pałacu znajdują się dwa budynki, w których niegdyś mieszkała służba, przechowywano sprzęty gospodarstwa domowego, a przygotowywane tam posiłki dostarczano do pałacu podziemnym przejściem. Dziś, budynki te zajmuje Poczdamski Uniwersytet.

Remontowane gmachy Poczdamskiego Uniwersytetu

Spacer po parku
Po zwiedzeniu tym razem z przewodnikiem Nowego Pałacu udaliśmy się do rozległego parku, kierując się do Chińskiego Domu.

Chiński Dom – Herbaciarnia
Ten wybudowany w 1754 roku okrągły pawilon jest przykładem fascynacji kulturą chińską. Pawilon był nie tylko elementem dekoracyjnym, lecz służył również jako miejsce spotkań towarzyskich.

Pozłacane posągi
By ułatwić organizację uroczystości, Fryderyk II zlecił wybudowanie chińskiej kuchni w pobliżu pawilonu. Już z oddali pobłyskują pozłacane posągi. Podczas prac renowacyjnych zużyto ok. 2 kg złota.
Dalszy spacer po parku i dochodzimy do tytułowego San Souci, gdzie od strony południowej znajduje się basen z fontanną, zaś do samego szczytu na tarasach umieszczono winorośl.

Tarasowe wejście do pałacu
Niestety samego pałacu nie zwiedzaliśmy, przeszliśmy jedynie obok miejsca gdzie pochowany jest Fryderyk, który zmarł w pałacu Sanssouci 17 sierpnia 1786 r.
Fryderyk w testamencie życzył sobie być pochowanym skromnie obok pałacu, w krypcie na najwyższym tarasie, gdzie znajdowały się groby jego psów.

Miejsce pochówku Fryderyka razem z ukochanymi psami
Kolejny punkt to bardzo ciekawy pawilon kratowy – niezachodzące słońce Fryderyka II.

Pawilon kratowy – Altana niezachodzące słońce Fryderyka II

Widok na park od strony pałacu
Z Poczdamu wyjechaliśmy o godz. 15 i po godzinnej jeździe dotarliśmy do Berlińskiego Charlotenburga.

Plac przed Charlottenburgiem
Zespół pałacowo-ogrodowy Schloss Charlottenburg powstawał jako królewska siedziba dzięki pracy kolejnych architektów, w czasach dominacji baroku i rokoka. W 1695 r. Sophie-Charlotte, hrabina, a poźniej władczyni Prus, nakazała budowę letniej rezydencji 8 km za bramami Berlina. Potem przebudowano ją na rezydencję królewską z monumentalnym dziedzińcem i powiększonymi francuskimi ogrodami.

W drodze na dziedziniec
Imponujący, szeroki na 550 m front Altes Shloss to wynik trwającej prawie 100 lat budowy i przebudowy. Przed pałacem znajduje się konny pomnik Wielkiego Elektora z 1698 r. Również i ten pałac zwiedzany z zewnątrz całe pół godziny.
Autokar i udaliśmy się dalej by zwiedzić Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma, zwany w popularnie Kościołem Pamiątkowym. Jest świątynią ewangelicka położoną w pobliżu ulicy Kurfürstendamm w dzielnicy Berlina Zachodniego Charlottenburg. Świątynia z 5 wieżami miała wygląd monumentalny. Główna wieża o wysokości 113 m. była najwyższa w mieście. Pod wpływem berlińskiego kościoła styl neoromański rozprzestrzenił w całych Niemczech.

Kościół Pamięci Cesarza Wilhelma
W przedsionku świątyni znajdowała się mozaika przedstawiająca członków rodziny Hohenzollernów czczących krzyż. Kościół został zniszczony podczas bombardowania w listopadzie 1943 roku.

Framgent mozaiki
Początkowo planowano wewnątrz ruiny wznieść szklaną świątynię. W wyniku publiczne debaty pozostawiono 68-metrową ruinę głównej wieży jako symbol antywojenny.

Ośmiokątna dzwonnica
Do niej dobudowano ośmiokątną nawę, sześciokątną dzwonnicę, czworokątną kaplicę i kruchtę. Architekt zaprojektował także wyposażenie: ołtarz, ambonę, chrzcielnicę, świecznik, lampy i ławki. Szklane ściany składające się z 30.000 elementów są dziełem francuskiego artysty Gabriela Loire. W 1987 r. świątynia otrzymała krzyż wykuty z żelaza, pochodzącego z więźby dachowej zburzonej katedry z Coventry jako symbol pojednania.

Wizerunek Chrystusa z katedry w Coventry
Znajduje się tam również wizerunek Madonny wykonany w radzieckiej niewoli przez niemieckiego żołnierza.

Uliczna fontanna
Po drugiej stronie ulicy Europa Center wielkie centrum handlowe z ciekawym zegarem wodnym.

Zegar wodny

Rzeźba "Berlin" (foto: Marek Grzywacz)
Po sąsiedzku na Tauentzienstarasse – rzeźba „Berlin” symbolizujące podzielone miasto. Po krótkich odwiedzinach wyjazd o godz. 18,10.
Kolejny punkt zwiedzania to Siegessäule (Kolumna Zwycięstwa) – pruska kolumna znajdująca się w parku Tiergarten wybudowana roku 1876, w celu upamiętnienia zwycięstwa Prus nad Danią w 1864 roku. Na szczycie kolumny wzniesiono brązową figurę Nike o wysokości 8,3 metrów i wadze 35 ton. Łączna wysokość kolumny wraz ze statuą wynosi 66,89 m. Wewnątrz kolumny znajdują się schody (285 stopni) prowadzące na położoną na wysokości 50,66 m platformę widokową. W dniu 2 maja 1945 r. ok. godz. 6 rano żołnierze z polskiej dywizji kościuszkowskiej zatknęli w różnych miejscach trzy biało-czerwone sztandary. Otaczający kolumnę plac był rdzeniem Love Parade, wielkiej imprezy organizowanej w Berlinie od 1989 roku. Na platformie widokowej można podziwiać panoramę parku Tiergarten i całego Berlina.

Kolumna Zwycięstwa (foto: Marek Grzywacz)
Dalej już tylko półtorakilometrowy fragment muru. Pokryty w całości różnokolorowymi graffiti, z „pedalskim” pocałunkiem Honeckera i Breżniewa.

Pozostawiony fragment muru
Przejazd przez jeden z piękniejszych mostów nad Sprewą, wyznaczający historyczną granicę miasta ceglany Oberbaum Brücke i wyjazd z niezapomnianego Berlina.

Najpiękniejszy w Berlinie – ceglany most Oberbaum Brücke
Zbliżamy się do Słubic, a tu niespodzianka. Z powodu niebezpieczeństwa przerwania wału przeciwpowodziowego wprowadzono zakaz wjazdu do miasta dla pojazdów powyżej 12 ton. A nasz miał bagatela 18 ton.

Wieczorny widok z mostu do Frankfurtu
Więc drogą objazdową, nielegalnie wjechaliśmy na miejsce naszego pobytu. Obiadokolacja, znów spacer do Frankfurtu, zdjęcia z pomnikiem Kopernika i pakowanie, gdyż jutro niestety wyjazd.
13 czerwca – niedziela, piąty dzień wycieczki. Po porannej mszy i śniadaniu, o godz. 9,15 wyjazd do Poznania. Tu na Skwerze Rabina Akiwy Egera, przed dawną synagogą, czkała na nas przewodniczka Aneta Cichecka.

Spotkanie z przewodniczką
Przejście obok dawnych murów miejskich, których budowa ruszyła zaraz po lokalizacji miasta w 1253 roku.

Fragmenty murów
W 2000 roku rozpoczęto prace badawcze, rekonstrukcyjne północnego fragmentu muru., z pozostałościami bramy Wronieckiej. Kolejny punkt stanowiło przejście na Wzgórze Przemysława, gdzie znajduje się zamek jego imienia.
Budowę rezydencji rozpoczął w połowie XIII w. książę wielkopolski Przemysł I. Budowę kontynuował książę Przemysł II, która – w zamyśle twórcy – miała stać się w niedalekiej przyszłości zamkiem królewskim.

Tablica poświecona Przemysłowi II
Tragiczna śmierć króla w 1296 r. nie przerwała budowy. Zamek wykończono w 1 poł. XIV w., za panowania Kazimierza Wielkiego. Była to w owym czasie największa budowla świecka w kraju. Zniszczenia przyniósł „potop” szwedzki i wojna północna. Spalony w 1945 roku, restaurowany w latach 1959 – 1963. Obok wejścia do budynku wmurowano w 1783 r. tablicę upamiętniającą odbudowę gmachu przez K. Raczyńskiego; dwie nowe tablice przypominają siedemsetlecie koronacji Przemysła II (1996 r.) i pięćsetlecie hołdu wielkiego mistrz krzyżackiego (1993 r.). Obecnie znajduje się tam Muzeum Narodowe, Muzeum Sztuk Użytkowych.

Widok ze Wzgórza Przemysła na drogę na Rynek
Ze wzgórza roztacza się widok na uliczkę prowadzącą na Stary Rynek, dokąd się następnie udaliśmy. A tu finał XXXV Jarmarku Świętojańskiego.

Stary Rynek – stragany podczas Jarmarku
Mnóstwo ludzi, straganów, konkursów, koncertów. Stary Rynek, to kwadratowy plac wytyczony około 1253 roku. Długość boku wynosi około 141 m. Jest trzecim rynkiem, co do wielkości w Polsce i jednym z największych w Europie. Uznawany za jeden z najpiękniejszych w kraju. Rynek przez wiele lat stanowił centrum komunikacyjne miasta, a do 1945 r. tu mieściła się siedziba władz miasta. Funkcję handlową pełni od swego powstania do dziś. Fotki przy fontanną Prozerpiny, która znajduje się przed gmachem dawnego ratusza z pięknymi loggiami.

Rynek – dawny ratusz miejski
Stąd spacer starymi uliczkami, obok Muzeum Archeologicznego do Fary. Kolegiata Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i św. Marii Magdaleny, zwany także Poznańską Farą, to barokowy kościół farny i zarazem kolegiacki pod wezwaniem św. Stanisława Biskupa Męczennika. 29 czerwca 2010 r., czyli już po naszym tam pobycie, Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, na mocy szczególnych pełnomocnictw udzielonych przez papieża Benedykta XVI, podniosła kościół do tytułu i godności bazyliki mniejszej. Budowę kościoła rozpoczęto w 1651 r. jako kościoła jezuickiego. Potem przechodził różne koleje, łącznie z ograbieniem przez wojska niemieckie w 1939 roku i przerobionym na magazyn.

Uliczka prowadząca do Fary
Bogato zdobioną różową fasadę z podwójnymi białymi pilastrami ograniczają z obu boków dwie niskie wieże kościoła, zwieńczone miedzianymi hełmami, między którymi znajduje się szczyt o charakterystycznych dla okresu baroku bocznych spływach. Nad bogatym barokowym portalem znajduje się wnęka z figurą św. Ignacego Loyoli – założyciela zakonu, trzymającego w ręce gorejące serce, zaś u jego stóp orła – symbol Chrystusa walczącego z wężem – symbolem szatana. Pod nim medalion z łacińską inskrypcją: Domus Domini porta coeli (dom Boga i brama do nieba).

Organy w Farze
Wewnątrz wspaniałe dekoracje, kolumny, organy. Nawet zmęczone oczy będą się śmiały widząc te cudowne dekoracje.

Nasza grupa przy walczących poznańskich koziołkach
Na Starym Rynku zakup tradycyjnych świętomarcińskich rogalików. Rogal świętomarciński, to rogal z nadzieniem z białego maku tradycyjnie przygotowywany z okazji św. Marcina.
Tradycja ta wywodzi się z czasów pogańskich, gdy podczas jesiennego święta składano bogom ofiary z wołów lub w zastępstwie – z ciasta zwijanego w wole rogi. Kościół przejął ten zwyczaj, łącząc go z postacią św. Marcina, a kształt tłumacząc jako podkowę, którą miał zgubić koń świętego. W Poznaniu tradycja w obecnym kształcie narodziła się w listopadzie 1891 r. Gdy zbliżał się dzień św. Marcina proboszcz parafii św. Marcina, ks. Jan Lewicki, zaapelował do wiernych, aby wzorem patrona zrobili coś dla biednych. Obecny na mszy cukiernik Józef Melzer, który pracował w pobliskiej cukierni, namówił swojego szefa aby wskrzesić starą tradycję. Bogatsi poznaniacy kupowali smakołyk, a biedni otrzymywali go za darmo.
Aby cukiernia mogła używać nazwy „rogale świętomarcińskie” lub „rogale barcińskie” musi uzyskać certyfikat Kapituły Poznańskiego Tradycyjnego Rogala Świętomarcińskiego, która powstała z inicjatywy Cechu Cukierników i Piekarzy w Poznaniu, Izby Rzemieślniczej i Urzędu Miasta Poznania. Rozporządzeniem Komisji Rogal Świętomarciński został wpisany do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej. Wyjeżdżając z Poznania rzuciliśmy okiem na Ostrów Tumski. Tu trzeba będzie jeszcze przyjechać.

Porzegnalny widok na Ostrów Tumski
W Poznaniu pozostał nasz pilot – typowy germanofil, człowiek, który nie potrafił znaleźć choć jednej pozytywnej cechy w Polaków, natomiast w Niemczech wszystko jest najgenialniejsze, dziwne, ale jego braku specjalnie nie zauważyliśmy.
Z Poznania wyjazd znów z poślizgiem, tym razem 45 min. o godz. 15,45. Jazda autostradą, zdjęcia uczestników i kolejny postój tym razem godzina w przydrożnym barze w miejscowości Tobiasze, przez Tomaszowem Mazowieckim. W Radomiu zameldowaliśmy się po godz. 22. Zmęczeni jazdą, zwiedzaniem, ale pełni radości i wrażeń, w oczekiwaniu na kolejną wycieczkę w 2011 roku (podobno do Wiednia – ale to na razie tajemnica).
Więcej zdjęć w Galerii - tu kliknij.
W niniejszym opracowaniu wykorzystałem jedno zdjęcie z Wikipedii – Nefretete, 3 zdjęcia Marka Grzywacza oraz własne. Na podstawie notatek, książki „Miasta Marzeń – Berlin” – wydanej przez Gazetę Wyborczą, stron internetowych – głównie Wikipedii.
Całość opracował Bogusław Strzelec.
|